(2z3) Dla pełnych kieszeni

Kulisy sfałszowania skutków bezpośredniej przyczyny katastrofy. Fałszerstwa podkomisji MON.

Obecny status podkomisji.

Drugie publiczne pytanie do podkomisji MON. Dlaczego w wersji z wybuchami zatajone i pominięte zostało trzynaście przeszkód terenowych, w tym dwanaście drzew z którymi zderzył się Tu-154? Poniżej uzupełnienie powyższej filmowej wersji uzasadnienia pytania.

  • Po zdobyciu władzy przez inspiratora z Żoliborza wersja zbrodni z wybuchami została wyciszona.
  • Dowody potworności fałszerstw wymierzonych w ofiary katastrofy gniją w aktach prokuratury.
  • Szczegółowe opisy wersji zbrodni dostępne są od lat w publikacjach sprawców fałszerstw.

Dzisiaj rację bytu podkomisji MON nadają tylko ci wszyscy, którzy w żałosny sposób gonią (króliczka), czyli pionka od wybuchów. Pełzają po konferencjach prasowych i komisjach sejmowych za jego raportem, który w szczegółach dostępny jest w publikacjach sprawców od lat. Trwa próżna ekscytacja każdym nowym bąkiem wybuchowym puszczonym przez głównego pionka od wybuchów.

Dla pełnych kieszeni!

Zadaniem opinii publicznej powinna być powszechna presja doprowadzenia do ukrócenia czerpania korzyści materialnych z fałszerstw, czyli rozprawienie się z nagrodą dla podkomisji MON. Sprawcy przestępstw, twórcy wersji sfałszowania sposobu śmierci ofiar katastrofy dostali ciche przyzwolenie na bezterminową aktywność wybuchową na koszt podatnika. Czerpią bezkarnie i bezterminowo korzyści materialne z działań o charakterze przestępczym. W tych okolicznościach uzasadniona jest nie tylko inicjatywa odwołania podkomisji MON, ale również potrzeba wywarcia publicznej presji w kwestii prewencyjnej konfiskaty mienia sprawców pochodzącego z działań noszących znamiona przestępstwa. Ukróceniu tego procederu ma służyć obywatelska inicjatywa odwołania podkomisji MON.

Równolegle do działań wymaganych przepisami prawa (zawiadomienie prokuratury), przeprowadziłem w mediach społecznościowych stosowną sondę. Wynik poniżej:

Katastrofa Tu-154 bez tajemnic…

Inna, niż niejedna z rzeczywistymi tajemnicami. W dobie śledzenia w przestrzeni powietrznej wszystkiego przez wszystkich, zdarzyło się m.in. zniknięcie dużego samolotu pasażerskiego. Mimo międzynarodowej współpracy nie udało się wyjaśnić tragedii. Snucie teorii spiskowych w takim przypadku jest w pewnym sensie uprawnione. Były z kolei katastrofy w których źródłem wiedzy o tragedii były fragmenty wraku wydobyte z głębin morskich. Nie trzeba być ekspertem aby zdawać sobie sprawę ze znaczenia rekonstrukcji wraku dla wyjaśnienia przyczyny takiej katastrofy.

W Smoleńsku…

Odtworzone zostały zapisy z wszystkich rejestratorów, łącznie z nagraniami z kabiny pilotów. Polski rejestrator został otworzony i odczytany w Polsce bez ingerencji Rosjan. Eksperci wraz z Polską Inspekcją Pirotechniczną zbadali miejsce katastrofy, szczątki i fragmenty wraku w Rosji. Nie znaleźli śladów użycia materiałów wybuchowych. Nie znaleźli ich na dostępnej, równo odciętej krawędzi skrzydła, rzekomo odciętej tradycyjnymi materiałami wybuchowymi w taśmach detonacyjnych. Rekonstrukcja wraku w tych okolicznościach nie może podważyć znanych, spójnych i zrozumiałych dowodów wersji wypadku jako bezpośredniej przyczyny katastrofy. Otwieranie trumien nie mogło przynieść dowodów wybuchów. Skutki rzekomych wybuchów, czyli ślady materiałów pirotechnicznych nie mogły omijać szczątków samolotu i trafiać tylko w ciała ofiar.

Świadkowie katastrofy
nie do ukrycia!

Istnieje wiele nieprawdziwych stereotypów dotyczących przyczyny katastrofy. Źródłem sporów jest nierozróżnianie jednej bezpośredniej przyczyny od wielu pośrednich przyczyn. Faza lotu ze zderzeniami z przeszkodami terenowymi rozstrzyga o tej jedynej bezpośredniej przyczynie Jej skutki to niekontrolowany lot po odcięciu skrzydła z obrotem na plecy. Z wielu przyczyn pośrednich, ta o największym znaczeniu to znalezienie się samolotu tuż nad ziemią. Rozstrzygnięcie sporu dotyczącego znalezienia się samolotu tuż nad ziemią opiera się również na jednym zrozumiałym dla każdego dowodzie.

Dwa dowody zrozumiałe dla każdego umożliwiają pełną ocenę dwóch wykluczających się wersji katastrofy. Dowody umożliwiają odtworzenie wysokości lotu i obrotu samolotu od znalezienie się Tu-154 na bezpiecznej wysokości 100 metrów nad linią poziomu pasa lotniska. Jest to faza lotu od 24 sekundy do ułanka sekundy przed uderzeniem w ziemię, czyli do momentu gdy nie działały już niektóre przyrządy i rejestratory, np. przyrząd kąta obrotu, który nie miał skali wskazującej obrót “na plecy”.

Dwa dowody rozstrzygające
o przyczynie katastrofy.

  1. 10 komunikatów nawigatora. Świadczą o zdarzeniach i decyzjach pilotów przed i po komendzie odejścia. Odczytywane były z prawidłowo działającego przyrządu lecz niewłaściwego.
  2. Połamane drzewa, kępy drzew i poprzycinane na nich gałęzie na torze lotu. Stworzyły ŚLAD na ziemi opisujący precyzyjnie wysokość lotu i obrót Tu-154 w ostatnich sekundach lotu. Jest to swojego rodzaju DNA katastrofy.

Nie trzeba być ekspertem lotnictwa, nie jest potrzebna wiedza o badaniu katastrof lotniczych aby zrozumieć co się rzeczywiści zdarzyło w Smoleńsku. Nie jest potrzebny wrak dla ogarnięcia zdarzeń z przebiegu katastrofy jakie kryją się za dwoma prostymi dowodami.

Dwa proste dowody – drzewa i komunikaty nawigatora tłumaczą wszystko o przyczynach katastrofy!

Milczący świadkowie katastrofy.

Dwanaście przeszkód z trzynastu to połamane i poprzycinane przez Tu-154 drzewa na torze lotu.

Dla każdego powinno być zrozumiałe, iż przycięte drzewa to milczący świadkowie wypadku. Identycznie jest z komunikatami nawigatora. Nagrania z kabiny to jak “zeznania” świadka. Każda inna wersja lotu niż wynikająca z odczytów prawidłowo działającego przyrządu oraz z informacji utrwalonych w przyciętych gałęziach drzew, jest fałszem wymierzonym w pilotów. Jest podłością wymierzoną w pilotów ofiary katastrofy, które nie mogą się bronić.

Połamane drzewa na torze lotu.

Utrwalone w przeszkodach informacje są jak DNA lub odcisk palca znaleziony na miejscu zbrodni lub wypadku. Nie można ich podważyć, można je natomiast świadomie pominąć i zataić przed opinią publiczną. Czyn taki nosi znamiona pospolitego fałszerstwa.

Wysokość i kąt złamanych oraz przyciętych drzew i gałęzi są zrozumiałą dla każdego wiedzą o zdarzeniach jakie miały miejsce od ósmej sekundy przed uderzeniem w ziemię. Np. przeszkoda nr 1. Przycięty czubek pierwszej brzozy przy radiolatarni na wysokości 10 metrów pod kątem zero stopni. Świadczy, iż samolot przy radiolatarni przeleciał na wysokości 10 metrów i nie był przechylony.

Co “zapamiętało” 12-tu milczących świadków.

Była 6 sekunda przed uderzeniem w ziemię! Mijali przy szybkości 280 km/godz. kępy drzew przycięte na wysokości kilku metrów. Najniższe ~3/4 metry (przeszkody nr 2, 3 i 4). Trzy sekundy wcześniej dowódca przerwał zniżanie. Przesunął ręcznie dźwignie obrotów silników. Po sekundzie przycięli czubek pierwszej brzozy na wysokości 10m. Przyspieszenie wciskające w fotele oraz nagły ryk silników musiały wzbudzić grozę u pasażerów. Działo się coś niedobrego, co nie powinno mieć miejsca przy lądowaniu. Po minięciu i przycięciu małych kęp drzew, za sekundę stracili końcówkę skrzydła (przeszkoda nr 5). Pół sekundy po odcięciu skrzydła ścięli pod kątem 16 stopni – drzewa nr 6 przy ulicy Gubenko. Musieli odczuć początek obrotu. Przez kolejne 2,5 sekundy zderzali się z kolejnymi drzewami pod ciągle narastającym kątem (nr 8,9,10,11 i 12).

Panorama około 2 sekund lotu od ulicy Gubenko tuż za brzozą, do parkingu przy ulicy Kutuzowa. Drzewa zarejestrowały obrót samolotu “na plecy”.

Nad ulicą Kutuzowa lecieli już w odwróconym prawie „na plecy” samolocie (120 stopni). Za ulicą Kutuzowa pozostało 1,6 sekundy… przytną jeszcze drzewa nr 13.

Załoga i pasażerowie mieli pełną świadomość KOŃCA na kilka sekund wcześniej. Nie mogli wiedzieć co poszło nie tak we mgle. Utrata siły nośnej w skrzydle po odcięciu jego końcówki i niekontrolowany obrót po odcięciu skrzydła, świadczą o wypadku jako bezpośredniej przyczynie katastrofy. Nie trzeba fachowej wiedzy o lotnictwie i badaniu katastrof lotniczych, aby zrozumieć co się zdarzyło. Bez znaczenia jest, czy dane z czarnych skrzynek były fałszowane czy nie, lub kto co i jak poobliczał. Milczący świadkowie opisują zdarzenia takie jakie były do ostatnich metrów. Dłużej rejestrowały tor lotu, niż niedziałające już przyrządy. Np. przyrząd mierzący obrót samolotu nie działał już przed ulicą Kutuzowa. Nie był zaprojektowany na taki obrót. Samolot pasażerski nie mógł obracać się na plecy.


Zapraszam do lektury trzeciego pytania. W uzasadnieniu przybliżam odpowiedź na kilka trudnych i spornych kwestii: Czy samolot znalazła się tuż nad ziemią wbrew woli załogi, czy też znalazł się nad ziemią w wyniku świadomego manewru podjęcia próby lądowania we mgle za wszelką cenę. W stereotypach krzywdzących pilotów znajdują się nieuprawnione zarzuty wymierzone w dowódcę związane z rozmową satelitarną braci w tle.

Ryszard Lendas

Listopad 2020