Wprowadzenie do śledztwa.

Skąd publiczne dochodzenie?

Milionom ofiar oszustw brakuje wiedzy o dowodach winy sprawców. Większość z nas odgrodzona skutecznie od wiedzy nie jest nawet świadoma bycia ofiarami. Utkwiliśmy z dwoma sprzecznymi prawdami, które ubabrały nas we wzajemnej wrogości. Hektary tekstów i raportów o słuszności jednej prawdy, są wyszydzane i traktowane jako kłamstwa przez stronników drugiej. Nabzdyczyliśmy się wzajemnie i utrwalamy podział. Dzieje się tak z naszej winy. My, dorośli ludzie mamy skłonność do bezrefleksyjnego poddawania się sugestiom autorytetów. Grzechem niedociekania stworzyliśmy narodowe pastwisko otwarte szeroko dla żerujących na nim niemoralnych do cna hochsztaplerów.

Dobrym miejscem na przełamanie przeklętego kręgu dwóch wykluczających się prawd byłaby sala sądowa. Taka była intencja obywatelskiego dochodzenia. Niestety, na etapie czynności prokuratorskich droga ta została utrącona. Pozostaje odtworzyć materiał dowodowy nie tylko z akt prokuratury w formie publicznego śledztwa. Milionom ofiar oszustwa należy się wiedza o tym, kto ich oszukał. Ofiary draństwa maja prawo do własnej oceny dowodów! Mają prawo oczekiwać dostępu do nagłośnionego materiału dowodowego demaskującego oszustwo społeczne na masową skalę oraz ich sprawców!

Publiczne dochodzenie zrozumiałe dla każdego.

Udowodnienie przestępstw wymierzonych w ofiary wypadku lotniczego nie dawało możliwości ucieczki od kwestii katastrofy. Koniecznym było rozstrzygnąć kwestię zbrodnia to była czy wypadek. Tym właśnie różni się śledztwo i dowody o wartości procesowej od hektarów bełkotu medialnego o kłamstwach o wartości publicystycznej.

Do zrozumienia dowodów przestępstw nie będzie potrzebna wiedza o lotnictwie ani o badaniu katastrof lotniczych. Wątki kryminalne opierają się na niepodważonych dowodach przestępstw gnijących w aktach prokuratury. W wątkach skrajnie niemoralnych zachowań, publiczne dochodzenie obejmie czyny, którymi nie zajęłaby się prokuratura. Tu źródłem dowodów jest nieznany epizod z partyjną pocztą obejmującą Kaczyńskiego, Macierewicza i Brudzińskiego, która znalazła się w mojej skrzynce pocztowej. Przesyłali sobie scenariusz z pomysłami nawiedzonego oszołoma adresowanymi do Kaczyńskiego, wykorzystanymi jak się okazało do sfałszowania sposobu śmierci własnego brata. Tą drogą stałem się jedyną osobą spoza kręgu zaufanych aparatczyków, która poznała zamiar i sposób przestępstwa sprawcy z Żoliborza i podkomisji MON, jeszcze przed jego popełnieniem. Epizod z mroczną tajemnicą Kaczyńskiego zapewnił mi przewagę nad wszystkimi innymi. Śledząc publikacje i wystąpienia sprawców, jako jedyny potrafiłem z nich pozyskać dowody przestępstw. Dlatego nikt poza mną nie został przesłuchany na zlecenie Prokuratury Krajowej w sprawie podejrzanych Jarosława Kaczyńskiego i członków podkomisji MON, winnych przypisania zbrodni i zdrady pilotom.

Istota publicznego dochodzenia. W naszym kręgu kulturowym mówienie źle o zmarłych jest co najmniej niestosowne. Nad grobami powinna trwać cisza. Tragicznie zmarłym powinien być okazywany należny szacunek. Tak się nie stało. Ujawnienie zbezczeszczenia pamięci ofiar katastrofy noszących znamiona czynów karalnych jest celem obywatelskiego śledztwa. Poniżej kilka istotnych kwestii wprowadzających do materiału sledztwa.

Bezpośrednia przyczyna katastrofy i jej skutki.

Bezpośrednia przyczyna katastrofy jest tylko jedna. Mało kto odpowie prawidłowo czym ona jest. Powszechnie mylona jest z licznymi pośrednimi przyczynami! Nie można zrozumieć sfałszowania bezpośredniej przyczyny bez wiedzy czym ona jest! Bezpośrednią przyczyną katastrofy było zdarzenie po którym załoga straciła kontrolę nad maszyną. Poniżej elementarna, nieznana powszechnie wiedza o bezpośredniej przyczynie wypadku:

Filmowa wersja bezpośredniej przyczyny i jej skutek. W formie zrozumiałej dla każdego!

Utratę siły nośnej spowodowało odcięcie końcówki skrzydła o długości 6 metrów. W języku fachowym bezpośrednia przyczyna katastrofy wg Raportu Komisji Państwowej (Millera), brzmi tak, cytat: „Powstałe, na skutek utraty końcówki lewego skrzydła, niezrównoważenie siły nośnej nie było możliwe do skorygowania wychyleniem lotki prawego skrzydła. Zapoczątkowało to obrót samolotu z jednoczesną zmianą kierunku lotu około 3,5°.” Skutkiem utraty siły nośnej był brak możliwości skorygowania przez dowódcę obrotu “na plecy” i skrętu w lewo, na kurs oddalający od lotniska.

Dlaczego znalezienie się Tu-154 za nisko, jest pośrednią przyczyną katastrofy!

Otóż byłem na jednym z polskich lotnisk na pokładzie pasażerskiego samolotu z grupą około dwudziestu pilotów, którzy ćwiczyli rutynowe podejście do lądowania i poderwanie samolotu. Każdy po kolei siadał za sterami i ćwiczył podejście do samego pasa lotniska. Następnie podrywał maszynę, wciskał “gaz do dechy” (zwiększał obroty silników) i odchodził na następny krąg robiąc miejsce dla kolejnego pilota. Byłem świadkiem kilkudziesięciu poderwań samolotu ze skrajnie niskiego pułapu – podwozia na płycie pasa. Poderwanie maszyny było bezpiecznym ćwiczeniem rutynowych zachowań. Poniżej ilustracja takiego właśnie rutynowego poderwania maszyny w tragicznym locie Tu-154.

Panorama przy radiolatarni BRL. Miejsce styku dwóch zrozumiałych dla każdego dowodów: 12 połamanych drzew – milczących świadków wypadku oraz 10 komunikatów nawigatora – uczestnika wypadku. Dowody te są nie do zakwestionowania!

Sprawny Tu-154 znalazł się 15 metrów nad ziemią gdy dowódca poderwał ręcznie maszynę. Zrobił to na wyższej wysokości niż w opisanych ćwiczeniach. Tu-154 zareagował posłusznie. Przerwał zniżanie, wyrównał lot i zaczął wznoszenie. Istotnym był tu fakt, iż załoga nie straciła kontroli nad samolotem. To decyduje, że była to pośrednia przyczyna katastrofy, jedna z wielu, ale o największej wadze. Wszystkie pośrednie przyczyny, w różnym stopniu złożyły się na tą jedną bezpośrednią, która zdarzyła się w cztery sekundy od poderwania maszyny. Drzewa demaskują fałszerstwa przypisania zbrodni pilom w ostatnich 6 sekundach lotu. Komunikaty nawigatora demaskują fałszerstwa dotyczące zdarzeń przed i po komendzie odejścia na drugi krąg.

Fałszerstwa dotyczące znalezienia się maszyny tuż nad ziemią.

Zarzut obwiniania pilotów za cale zło katastrofy, łącznie z zarzutem znalezienia się samolotu za nisko, ukształtował się szybko. Opiniotwórcze media kierując się zdrowym lecz zawodnym rozsądkiem, zebrały proste fakty w trzymającą się prawie spójnie całość: Za sterami był do końca dowódca Arkadiusz Protasiuk. Media połączyły ten fakt z rozmową satelitarną braci, w której rzekomo brat kazał bratu lądować we mgle. Tak została wykreowana w przestrzeni publicznej wersja doprowadzenia do katastrofy przez pilotów, wymuszona przez Prezydenta RP. Dowódca Tu-154 miałby w tej wersji wykonać pod presją Prezydenta RP manewr zejścia za nisko w celu podjęcia próby lądowania we mgle za wszelką cenę, czyli wykonać ryzykowną misję samobójczą, doprowadzając tym wraz z Prezydentem RP do katastrofy. Poniżej przykłady przypisania doprowadzenie do katastrofy przez dowódcę Tu-154 i prezydenta RP (z rozmową satelitarną braci w tle):

  • To Jarosław Kaczyński kazał bratu lądować w smoleńsku? (najświeższy fałsz i bełkot opiniotwórczego tygodnika z XI-2020).
  • Z całą pewnością podczas rozmowy braci była omawiana sprawa lądowania we mgle i z całą pewnością JK nie odradzał bratu lądowania bo prezydent by posłuchał. JK będzie tego świadomy do końca życia. Stąd desperackie próby przykrycia tego teorią zamachu (znany polityk opozycji).
  • W samolocie to pilot decyduje o tym gdzie posadzić maszynę na ziemi. Ta decyzja została narzucona przez Lecha Kaczyńskiego i gen. Błasika (opinia pilota na portalu o dużej oglądalności).
  • Skrajny przypadek zarzutu wymierzonego wprost w ofiary katastrofy, dopuściły się ikony opiniotwórczego dziennika, cytat: Generał nie protestował, gdy łamali procedury, np. schodząc poniżej wymaganych minimów widoczności. Szczegóły szokującego wprowadzenia w błąd opini publicznej w trzecim wątku śledztwa w komentarzu do filmu pt. W obronie pilotów i Prezydenta RP.

Ekscytacja opinii publicznej treścią rozmowy braci jest oznaką potrzeby zaspokojenia ciekawości o ostatniej prywatnej rozmowie rodzinnej ważnych społecznie i politycznie osób. Przypisywanie innego znaczenia nieznanej treści rozmowy braci, to nieuzasadniony bełkot. Nawet gdyby Kaczyński kazał bratu lądować we mgle, pozostanie to zawsze bez znaczenia dla przebiegu katastrofy. W każdej najbardziej absurdalnej wersji katastrofy wskazującej na zbrodnię, ZAWSZE na końcu dowódca siedzący za sterami musiałby dokonać celowego manewru zejścia za nisko! Zapisy czarnych skrzynek wykluczają wykonanie takiego manewru!!!

Podsumowanie

Nieznana historia fałszerstw opisana w ramach publicznego dochodzenia ujawnia przypisanie pilotom celowego doprowadzenia do katastrofy przez sprawców po dwóch stronach muru. Dołożyłem należytej staranności, wysiłku i umiejętności, aby przybliżyć nieznane fakty i dowody fałszerstw. Przy okazji w 100 sekund rozstrzygnąłem wieloletni spór – zbrodnia to była czy wypadek… już w pierwszym filmie z serii, niejako w promocji dla gości blogu! Blog z publiczny śledztwem jest swojego rodzaju dokumentalnym thrillerem kryminalnym. Demaskuje monstrualne ZŁO sprawców winnych społecznego oszustwa.

Każda z trzech części publicznego śledztwa, zawiera filmową wersję dowodów o draniach i ich draństwach!

Piloci popełnili błędy lecz nie byli samobójcami ani zabójcami! Dla wiedzy o źródłach naszego podziału i ich sprawcach, warto dać się zaprosić do lektury historii i tajemnic nikczemnego draństwa!


Pierwszy wątek publicznego śledztw Jak podkomisja MON sfałszowała przebieg katastrofy poprzedzony jest wpisem wprowadzającym pt. Kulisy fałszerstw podkomisji MON.

Ryszard Lendas